poniedziałek, 17 lipca 2017

LGP Wisła 2017 - relacja z wyjazdu

Hejka Kochani!
Dawno mnie tutaj nie było.. na Waszych blogach również rzadko (prawdę mówiąc to wcale) się pojawiałam. Ale w ostatnim czasie spadło mi na głowę trochę obowiązków, problemów i różnych innych spraw do załatwienia, więc blogowanie musiałam odłożyć na później. Ale już powoli wracam "do żywych" i dlatego z racji, że jestem na świeżo po przyjeździe z Wisły to zjawiam się z relacją.
Słowem wstępu muszę zaznaczyć, że był to najlepszy skokowy wyjazd na jakim kiedykolwiek byłam. Nie byłoby taki najlepszy, gdyby nie zasługa jednej osoby. Serdecznie dziękuję Angelice, mojej przyjaciółce, która spędziła ze mną te całe 4 dni. Mimo, że ze mną czasami ciężko wytrzymać, to Angela dała radę i bardzo jej za to jeszcze raz dziękuję! ;*

Środa, 12.07.2017r.
Był to dzień naszego wyjazdu. Planowo byłam umówiona z Angeliką po 12 na dworcu w Krakowie, bo o tej godzinie miała do mnie przyjechać. Niestety nie obyło się bez spóźnienia. I to takiego dość konkretnego, bo kiedy o 15 przyjechałam na dworzec tablica pokazywała 159 minut opóźnienia..
Do Wisły wyruszyłyśmy dopiero o 16:20, także po 20 znalazłyśmy się w hotelu. Wobec tego, co napisałam wyżej, pierwszego dnia już nie udało nam się nic zwiedzić, dlatego wieczorem odpoczęłyśmy :)

Czwartek, 13.07.2017r.
Dzień rozpoczął nam się śniadaniem o godzinie 9, a następnie wybrałyśmy się na mały spacer na skocznię. W tym miejscu również pozdrawiam Klarę, która dzielnie nam towarzyszyła. Dziękuję Kochana za wszystko! ;*
Mimo tego, że było okropnie zimno i mocno wiał wiatr to zdecydowałyśmy się na wyjazd na górę skoczni. Zrobiłyśmy parę zdjęć, ale ponieważ urywało głowę to szybko zjechałyśmy w dół i wróciłyśmy na obiad do hotelu. Po obiedzie na chwilę pojawiłyśmy się w centrum, a w hotelu Gołębiewskim spotkałyśmy się z koleżanką Eweliną, którą też pozdrawiam ;* Tak więc już w czwórkę pojechałyśmy na kwalifikacje. Na skoczni udało nam się zrobić kilka zdjęć, zdobyć kilka autografów i trochę pokibicować. Wszystko zakończyło się dość późno, kiedy było już ciemno i zimno, więc szybkim krokiem wróciłyśmy do hotelu i na tym zakończył się dzień drugi naszego wyjazdu :)

Piątek, 14.07.2017r.
Po śniadaniu raz jeszcze wyruszyłyśmy na skocznię, gdzie umówiłam się na mini wymianę z Zuzą. Pierwszy raz wymieniłam akredytację za akredytację, ale jestem z niej zadowolona. Mimo, że pozbyłam się naszego mistrza Kamila Stocha, to zyskałam jednego ze swoich ulubionych szwajcarskich skoczków. Dziękuję również Julii za zaopatrzenie w śląskie cukierki, które tak uwielbiam :D
Około południa wróciłyśmy do hotelu na obiad, a potem ponownie wybrałyśmy się na kibicowanie ulubionym skoczkom. Konkurs drużynowy będzie chyba najbardziej zapamiętanym przez nas konkursem. Razem z Angeliką bardzo podobnie wyglądałyśmy. Obie miałyśmy biało-czerwone wianki we włosach i flagi Szwajcarii na policzkach. Ponadto obie jesteśmy raczej niskimi blondynkami, dlatego podczas wejścia na skocznię Pan ochroniarz zapytał nas czy jesteśmy bliźniaczkami :D
Angelika chyba również na długo zapamięta ten konkurs. Była upominana przez samego Killiana Peiera, że ma się nie stresować, kiedy to telefon odmówił jej posłuszeństwa :D

Sobota, 15.07.2017r.
Mimo nieciekawej prognozy, pogoda okazała się jednak super! Z deszczu zrobiło się słońce, które cały czas świeciło na skoczni i to prosto na mnie, przez co podobnie jak rok temu mam spalony nos :D
Podczas konkursu bardzo mało widziałyśmy, bo tak naprawdę stałyśmy tyłem do skoczni, ale ważne dla nas było to, że dostałyśmy się pod samą barierkę, obok której od czasu do czasu przechodzili skoczkowie. Czasami również zostałyśmy zgniecione przez tłum z tyłu, ale żyjemy :D

Niedziela, 16.07.2017r.
Chcąc zdążyć na pociąg Angeliki z Wisły wyjechałyśmy o 7:15, dlatego wstałyśmy o 5. Było to dość trudne zadanie, bo przecież taki śpioch jak ja lubi poleżeć dłużej :D Na szczęście na wszystko zdążyłyśmy i kiedy Angelika była już prawie zapakowana w pociąg ja mogłam wrócić spokojnie do domu :)



























Bardzo żałuję, że ten wyjazd minął tak szybko. Skoki w Wiśle powinny trwać co najmniej tydzień! Kto się zgadza? :)
Trochę się rozpisałam.. nawet nie wiem, czy komuś będzie się chciało to czytać, ale uwierzcie, że to tylko mała część tego co się działo i co zapamiętam z tego wyjazdu.
Na koniec chciałam podziękować wszystkim, z którymi się spotkałam, zamieniłam parę słów, lub którzy po prostu powiedzieli mi cześć. Niestety nie każdego rozpoznałam, ale i tak było mi bardzo miło!
Kolejny wyjazd na skoki planuję w sierpniu. Jeszcze nie jestem zdecydowana na 100%, że jadę, ale mam nadzieję, że się uda. Mam również nadzieję, że uda mi się pojechać z Angeliką do Szwajcarii, bo takie też plany mamy na kolejny wspólny wyjazd ;)
Jeżeli byliście w Wiśle to chętnie poczytam jakieś wasze wspomnienia w komentarzach :)
Do następnego!
Pozdrawiam!